Takie rzeczy tylko u neurologa obrazek

Takie rzeczy tylko u neurologa

Szykujesz się do wizyty u neurologa? A może już byłaś/eś i część badania wydaja Ci się dziwna lub „niepotrzebna”? Oto top 10 rzeczy, które mogą Cię spotkać u neurologa… z przymrużeniem oka włącznie.

Czy mam coś na buzi?

Pacjenta, który trochę otarł się już trochę o służbę zdrowia zadziwić może fakt, że neurolog będzie się na niego patrzył. Tak, momentami będzie się wręcz na niego gapił! Czy dlatego, że ma mniej papierologii i co za tym idzie więcej czasu na kontakt wzrokowy z pacjentem niż lekarz rodzinny lub inny specjalista? Raczej nie. Czy dlatego, że neurolodzy to jakaś wyjątkowo empatyczna i kulturalna grupa lekarzy. Może i tak, ale brak takich badań 😉

Powód skrywa się raczej w części badania neurologicznego – obserwacji mimiki twarzy pacjenta. Opadnięty kącik ust może świadczyć o przebytym udarze mózgu lub o niedowładzie nerwu twarzowego. Problem z utrzymaniem otwartych oczu u młodej matki może wcale nie być oznaką przemęczenia lub przynudzania rzeczonego neurologa, ale objawem miastenii. Wreszcie bardzo uboga mimika kieruje neurologa na chorobę Parkinsona.

Głęboko w oczy

Czego neurolog nie wyczyta z twarzy pacjenta, będzie próbował dostrzec w jego oczach. Konkretnie na dnie oka. Niejednego takie badanie może zdziwić – przecież nie przyszedł dobrać sobie okularów. Chociaż w pewnej klinice spotkałam się już z kierowaniem na to badanie do okulisty, to badanie dna oka przy pomocy oftalmoskopu jest jak najbardziej domeną neurologów. Szukamy głównie cech podwyższonego ciśnienia śródczaszkowego obserwowanego m.in. w guzach mózgu (o objawach guzów mózgu piszę tutaj).

Małe ostrzeżenie – będzie jasno, blisko i pewnie będzie trwało dłużej niż byście sobie życzyli. Osoby wrażliwe na naruszanie ich przestrzeni intymnej (wg. definicji amerykańskiego antropologa Edwarda T. Halla) staną przed nie lada wyzwaniem. Miesiące bardziej upalne przynoszą poza perfumami dodatkowe aromaty… Na pocieszenie powiem, że to będzie pewnie wasze jedyne takie badanie tego dnia, a waszego neurologa niekoniecznie.

Fashion week

W gabinecie neurologa mogą spełnić się marzenia niejednej pani. Zostaniecie poproszone (lub poproszeni – w końcu kolekcja męska też ma swoje prawa) o przejście po gabinecie, obrót (w tym miejscu raczej bez oślepiających fleshy) i powrót. Nie próbujcie jednak w tym momencie budzić swojej wewnętrznej Naomi Campbell i zapomnijcie na chwilę o Monty Pythonie i Ministerstwie Niemądrych Kroków, bo możecie zacząć być leczeni na choroby których nie macie 😉

Chodzi o swobodne przejście i obroty jak na spacerze lub w trakcie wykonywania codziennych czynności. Neurolog może zauważyć chód charakterystyczny np. dla choroby Parkinsona, uszkodzenia móżdżku, udaru mózgu czy niedowładu nerwu strzałkowego.

Ale na bosaka?

Po dziesięciu latach proszenia pacjentów o zdjęcie skarpetek do badania mam nieodparte wrażenie, że albo specjaliści innych dziedzin wykonują jakieś tajemnicze badania z jedną bosą nogą albo jesteśmy jakimś wyjątkowo wstydliwym narodem.

Najczęstszym pytaniem zaraz po prośbie o zdjęcie skarpetek jest: „ale obie?”. Tak, ale nie tylko gołe stopy bywają obiektem naszego (oczywiście profesjonalnego) zainteresowania. Poza „łaskotaniem” pod stopami w poszukiwaniu słynnego odruchu Babińskiego. Całkiem poważnie możecie zostać poproszeni o rozebranie się do bielizny, gdy lekarz będzie chciał sprawdzić ewentualne zaniki mięśniowe czy zmiany skórne występujące w niektórych chorobach z objawami neurologicznymi.

Swoją drogą jeśli macie jakieś inne teorie na temat powszechnej jednoskarpetkowości podzielcie się nimi w komentarzach 🙂

Uczesany i poważny

Trudy pacjenta neurologicznego nie kończą się na czystej bieliźnie i pocerowanych skarpetkach, bo poza losem modelki lub modela bielizny czekać ich może pantomima. Wasz specjalista może poprosić o pokazanie „figi z makiem”, umycie zębów lub uczesanie włosów wyimaginowaną szczotką. Nie obrażajcie się jednak na niego i nie podejrzewajcie o próbę przekazania Was do specjalisty raczej od psychy (gr. psykhē – życie, oddech, dusza) niż od somy (gr. sōma – ciało).

Chce on tylko sprawdzić czy nie macie zaburzeń praksji, czyli wykonywania celowych, precyzyjnych, wcześniej wyuczonych ruchów. Co ważne dyspraksja lub apraksja (częściowa lub całkowita utrata umiejętności) nie jest spowodowana niedowładem lub zaburzeniami czucia. Zaburzenia praksji spotyka się u pacjentów z chorobą Alzheimera i w innych demencjach, pacjentów z chorobą Parkinsona, Huntingtona, guzami mózgu, a także po urazach i udarach mózgu.

(O bardzo wczesnych objawach choroby Alzheimera możecie przeczytać w tym artykule.)

Nie pokazuj języka!

Ten podwórkowy zakaz można z całą mocą zignorować w gabinecie neurologa. Wydaje mi się, że warto jednak poczekać na prośbę badającego 😉 Będzie on szukał między innymi zaników mięśnia języka i fascykulacji, czyli drobnych, szybkich, mimowolnych skurczów włókienek mięśniowych wyglądających jak falowanie na języku. Są to niektóre z objawów SLA, czyli stwardnienia zanikowego bocznego. Choroby, która zaistniała szerzej w społecznej świadomości z powodu Stephena Hawkinga.

Mucha nie siada

Jednym ze sposobów na przygotowanie się do badania neurologicznego może okazać się śledzenie muchy latającej po pokoju. Ale tylko wzrokiem. Nie ruszamy głową! Będzie to doskonały trening przed oceną funkcjonowania mięśni gałki ocznej i ich unerwienia. Szukamy w ten sposób ewentualnych powodów na przykład podwójnego widzenia czy oczopląsu.

Siłaczka

Było coś dla pań. Teraz będzie coś dla panów. W trakcie badania neurologicznego znajdzie się pewnie okazja do prężenia muskułów. Neurologia niczym hokej jest specjalnością kontaktową. Wasz neurolog może poprosić was o użycie bicepsu, a potem próbować wyprostować wasz łokieć. Bez waszego udziału będzie podnosił wam nogę lub poleci by ścisnąć jej/jego dłonie z całej siły. Wszystko celem oceny siły i napięcia mięśniowego. Z doświadczenia panowie najczęściej wtedy pytają dumnie i niejednokrotnie kokieteryjnie „pani doktor, na pewno z całej siły?”. Najczęściej mówię, że tak, a jak już ścisną przyznaję, że faktycznie mocno. Wtedy promienieją. I wilk i owca. Win-win.

Młoteczkiem

Opukiwanie młoteczkiem to jeden z bardziej znanych elementów badania neurologicznego (w poszukiwaniu odruchów wygórowanych lub osłabionych co może świadczyć o uszkodzeniu odpowiednio centralnego lub obwodowego układu nerwowego). Faktycznie neurologa znacznie częściej można spotkać z młotkiem neurologicznym w kieszeni niż ze stetoskopem wokół szyi. Bez tego widocznego emblematu „lekarskości” można go równie dobrze wziąć za laboranta, rzeźnika czy dostawcę pieczywa (z całym szacunkiem dla tych zawodów 🙂 Dlatego nie jest to specjalizacja dla pragnących serialowego efektu wow, gdy z rozwianym włosem, rozpiętym fartuchem i stetoskopem wokół szyi przemierza szpitalne korytarze. Poznać Was raczej będzie można po kroku a’la Quasimodo – młoteczek wcale nie jest taki lekki 😉

I igłą

Może zdradzę tu tajniki zakulisowe czy raczej zaparawanowe, ale w poszukiwaniu rzeczonego efektu wow badający was neurolog może przypadkiem zakręcić młotkiem niczym jeden z wojowniczych żółwi ninja i z drugiego końca wyjąć igłę, tudzież pędzelek. Śmiem twierdzić, że jest to pewnie ostatnia rzecz jaka może was skłonić do powrotu do gabinetu neurologicznego, ale każdy pracuje z tym co ma. Pewnie całe międzynarodowe towarzystwa neurologiczne pracują nad lepszym gadżetem 😉 A tak na poważnie, to neurolodzy badają w ten sposób zaburzenia czucia bólu i dotyku obecne na przykład w neuropatiach (m.in. powikłanie cukrzycy).

W ten oto sposób oślepiony światłem oftalmoskopu, pokłuty igłą, zapłakany ze śmiechu, nerwowo ściskając jedną skarpetkę pacjent neurologiczny dociera do końca badania. Oczywiście nie jest to całość badania neurologicznego, ale też nie każdy element jest niezbędny przy każdym badaniu (zwłaszcza jeśli lekarz bada danego pacjenta regularnie).

A co was zadziwiło na wizycie u neurologa? Czego może się obawiacie? Podzielcie się proszę w komentarzach – chętnie poczytam i odpowiem na wasze pytania.

Muszę się przyznać, że dopiero teraz tworząc dla was ten post zrozumiałam jak wymagające dla obu stron może być to badanie i jak bardzo potrzebuję do gabinetu naklejek „dzielny pacjent” 🙂

Udostępnij ten wpis

Tagi